::. Pomorze Zachodnie .:: Dzisiaj jest
AUTO-ŚWIST
Strona Główna | Samorządy  :: Gminy  :: Miasta  :: Powiaty | Informacja Publiczna  :: Biuletyny BIP  :: Instytucje i Urzędy Państwowe  :: E-urzędy  :: Lokalne centra certyfikacji  :: Przetargi  :: Związki  :: Stowarzyszenia  :: Kościoły i Związki wyznaniowe  :: Uczelnie | Biznes  :: Gospodarka Morska  :: Rolnictwo  :: Transport  :: Komunikacja  :: Usługi  :: Motoryzacja | Kultura i Rozrywka  :: Książnice i Biblioteki  :: Muzea i Wystawy  :: Teatry  :: Kina | Nasz Region  :: Ludzie Regionu  :: Reportaże  :: Publicystyka  :: Wywiad z...  :: Wydarzenia  :: Sport  :: Media | Ogłoszenia | Turystyka i Wypoczynek | O nas | Hity Serwisu  :: Gorący temat |

Nowe Pomorze Zachodnie już za...

Zapraszamy również na pomorzezachodnie.tv-polska.eu

dni
godzin
minut
sekund
::. Szukaj w serwisie:   Po wyników
..:: Biznes ::..
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Ważne telefony
ZWiK Szczecin




..:: Instytucje ::..
Urząd Wojewódzki w Szczecinie
Urząd Miejski w Szczecinie
Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie
Urząd Miasta Świnoujścia

« Wstecz

z Marią ULICKĄ rozmawia Jan POBUDKIEWICZ
PoniedziałEk 22 Grudzień 2008

Dokument bez tytułu

O stu edycjach  „Miesięcznika”,
kondycji ogólnopolskich i regionalnych czasopism
społeczno-kulturalnych oraz o inicjatywach,
które wpisują Koszalin w krajobraz
krajowej i europejskiej kultury

z Marią ULICKĄ
rozmawia Jan POBUDKIEWICZ

 - Powszechnie uważa się, że wydawanie czasopism to dobry interes. Półki salonów prasowych pełne są kolorowych pism, które przynoszą ich wydawcom milionowe zyski. Czy z pisma takiego jak „Miesięcznik” – jak to się potocznie mówi – da się żyć?
- Z kolorowych pism i pisemek, pełnych ploteczek z życia sfer i informacji o skandalach i skandalikach – zapewne można żyć całkiem nieźle. Z „Miesięcznika” nie da się żyć. Co gorsze, czasem do niego trzeba dokładać. Jeżeli nie zawsze w sensie dosłownym – to choćby przez tzw. „pracę społeczną” (kto dziś pamięta to sformułowanie?). Nie mamy żadnych pracowników etatowych, a część dziennikarzy – pisze po prostu dla przyjemności. Ani ja, ani mój mąż – nie zarabiamy na „Miesięczniku”.Zresztą, nie jesteśmy w tym odosobnieni. Jak wyczytałam w interesującym artykule Szymona Babuchowskiego  w „Gościu Niedzielnym” (z 17.04.2008) – żadne pisma tego typu nie zarabiają na siebie, ale mają różne źródła dotacji, bywają nim samorządy, Urząd Marszałkowski, a nawet – prywatni mecenasi…
 
-  Z  twojego życiorysu wynika, że ponad pól wieku mieszkasz w Koszalinie. Czym jest to miasto dla ciebie?
- Urodziłam się w Lipsku nad Wisłą, miasteczku powiatowym, kiedyś leżącym w województwie kieleckim, potem radomskim, a dzisiaj – na krańcach mazowieckiego. Potem krótko mieszkałam w Kielcach i Radomiu, a od 1950 roku – jestem w Koszalinie. Zgodnie z  odpowiednimi regulaminami – jestem więc pionierką naszego miasta. Tutaj skończyłam „jedynkę”, a potem Liceum im. Stanisława Dubois, tutaj wróciłam po studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i przeszłam tzw. karierę zawodową – uczyłam dzieci, młodzież, dorosłych, byłam wicedyrektorką szkoły średniej, wizytatorską-metodykiem w Kuratorium Oświaty i Wychowania, wiceprezesem oddziału ZNP.
Koszalin – to moja mała Ojczyzna. Odgruzowywałam go, pomagałam, jak inni, budować piękny amfiteatr na Górze Chełmskiej, patrzyłam jak rośnie i pięknieje. Na koszalińskim cmentarzu leżą moi rodzice, teściowie, brat i bratowa. Tu urodziła się, wychowala i pracuje moja córka, Kasia. W Koszalinie tworzy mój mąż. Tutaj jest mój ukochany, pięćdziesięcioletni już bez mała, Teatr Propozycji „Dialog” i starszy od niego profesjonalny Bałtycki Teatr Dramatyczny. Tutaj żyje mnóstwo wspaniałych, twórczych ludzi. Koszalin – to po prostu najważniejsze dla mnie miasto, drugim jest Kraków, trzecim – Warszawa, a czwartym – Bobolice, a także – oddalona od nich pięć kilometrów wieś Porost.

- Byłaś całe życie nauczycielką, działaczką związkową, animatorką kultury, przede wszystkim – teatralnej.  I nagle – w dwutysięcznym roku – zaangażowałaś się w tworzenie „Miesięcznika”. Opowiedz o tym, jak do tego doszło.
- Gazety i czasopisma odgrywały w moim dzieciństwie i młodości dużą rolę. Trzeba pamiętać, że nie było wówczas telewizji, a radia często słuchało się po prostu z głośników na ulicy Zwycięstwa. W domu trochę trudno było mi słuchać „pionierka”, bo tato zaraz po powrocie z pracy nastawiał Wolną Europę i tak było do późnego wieczora. A tato słuchał, a raczej – usiłował słuchać, ponieważ okropne warczenie zagłuszania niosło się po całym mieszkaniu – pokoje mieliśmy w amfiladzie.
Czytało się prasę taką, jaka była – codzienną centralną i lokalną, a w szkole średniej – już nawet „Życie Literackie”, trochę „Współczesność” i „Dialog’. Nieco ze snobizmu, ale – się czytało. Do dzisiaj pamiętam urocze, dowcipne porady Wisławy Szymborskiej dla młodych poetów w „Życiu Literackim”, pamiętam też, że w tym tygodniku po raz pierwszy przeczytałam wiersz Miłosza. A w szkole podstawowej – w szóstej i siódmej klasie –  współredagowałam pisemko „Promyk”, którego twórcą był nasz polonista i kierownik szkoły Czesław Kuiński. Szpalty, które powstawały z białego papieru formatu A4 naklejaliśmy na duże arkusze szarego papieru do pakowania według określonego schematu – pismo posiadało kilka działów, w tym – dział twórczości własnej!
Ale to było bardzo dawno. Potem fynkcjonowało wiele ogólnopolskich czasopism społeczno-kulturalnych i literackich, także w województwie koszalińskim pojawiły się takie pisma, jak choćby „Pobrzeże” czy „Bałtyk”.  Znaczna część tych czasopism o zasięgu ogólnopolskim przestała ukazywać się około 1990 roku ( np. „Życie Literackie” – w 1991).  
Reforma administracyjna spowodowała, że utraciliśmy status województwa, zlikwidowano też naszą regionalną prasę społeczno-kulturalną. A przecież – w koszalińskiej kulturze dzieje się naprawdę dużo! Mała grupa zapaleńców, której przewodził mój mąż Ryszard, postanowiła starać się wypełnić tę czasopiśmienniczą lukę i rozpocząć wydawanie „Miesięcznika”. Rej wodziła, oczywiście, śp. Jadwiga Ślipińska, która została sekretarzem redakcji. Prócz niej, Ryśka i mnie – byli w tej grupce jeszcze Iza Nowak i Staszek Ruszkowski. I tak to się zaczęło…

- W Polsce wychodzi ponad 500 pism społeczno-kulturalnych, literackich i paraliterackich. Niektóre są biuletynami placówek kultury lub stanowią swoiste kalendarium życia kulturalnego jakiegoś regionu. W którym miejscu tego pejzażu wydawniczego lokujesz tematykę i charakter „Miesięcznika”? Czy jest on pismem lokalnym, czy też może aspiruje do kategorii periodyków o szerszym zasięgu tematycznym i geograficznym?

- Wśród tej imponującej liczby – ponad 95% to czasopisma lokalne, regionalne i branżowe, a wśród resztki ogólnopolskich – znaczna część to pisma dość specjalistyczne (jak „Dialog”, „Literatura na świecie” czy „Zeszyty Literackie”).
Idea utworzenia „Miesięcznika”, pisma społeczno-kulturalnego (jak zresztą pisaliśmy już niejednokrotnie), wyrosła z wiary, że na terenie Pomorza żyją tysiące ambitnych i myślących ludzi, którzy chcą rozmawiać o problemach regionu widzianych w szerokim kontekście krajowym i europejskim. Mamy ambicję współdziałania z ludźmi, którzy pragną zrekompensować straty spowodowane likwidacją województw niosące zagrożenie dla tych instytucji i inicjatyw, które decydują o poziomie życia kulturalnego i intelektualnego.
Myślę, że „Miesięcznik” to na pewno nie tylko kalendarium życia kulturalnego regionu, choć o wielu wydarzeniach kulturalnych i twórcach piszemy, a także - to nie tylko pismo lokalne. Po pierwsze – podejmujemy ponadlokalne problemy społeczne, kulturalne, a czasem nawet polityczne, po drugie – na naszych łamach piszą znani dziennikarze i pisarze nie tylko z Koszalina i regionu, ale również z innych miast, tacy jak choćby Zygmunt Broniarek Walentyna Trzcińska, Marek Wawrzkiewicz, Leszek Żuliński czy Jan Kurowicki, po trzecie – nasze pismo dociera do elit kulturalnych i politycznych, stanowiąc jednocześnie swoistą wizytówkę regionu w stołecznej Warszawie, po czwarte wreszcie – gośćmi pisma i  uczestnikami rozmów „Specjalnie dla „Miesięcznika” są ludzie "z pierwszych stron" – wybitne postaci reprezentujące te dziedziny życia, które przyciągają uwagę ludzi aktywnych i ciągle rozwijających swoje zainteresowania. Pismo obecne jest w Internecie i chce się w nim zadomowić w formule odpowiadającej aspiracjom zespołu redakcyjnego i wydawcy.
Dzięki "Miesięcznikowi" Koszalin stał się miastem powiatowym posiadającym własne pismo społeczno-kulturalne dobrze oceniane przez prasoznawców i publicystów, że wspomnę choćby piękny artykuł o nas pióra nieżyjącego już Piotra Kuncewicza zamieszczony w koszalińskim almanachu kulturalnym. Ostatnio – sporo życzliwej uwagi poświęcił nam Józef Narkowicz w szkicu „Kartki z dziejów ZLP” dotyczącym historii i współczesności koszalińskiego oddziału Związku Literatów Polskich, wydrukowanym w trzecim almanachu Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów i środowiska „Herbertiady”.

- Pewien eklektyzm twojego pisma, który w mojej ocenie nie stanowi jego wady, wymaga nieustannych poszukiwań nowych i atrakcyjnych tematów, ale także, a może przede wszystkim, szerokiego grona współpracowników. Jak z tym problemem radzisz sobie jako wydawca i redaktor naczelna?
-  Mam stałych i wiernych współpracowników, zgłaszają się także nowi, ostatnio na przykład  - świetny pisarz, historyk sztuki Grzegorz Wiśniewski, i profesor-filozofii oraz pisarz Jan Kurowicki. Uczciwie informuję ich o sytuacji finansowej pisma i o tym, że honoraria są żadne lub minimalne. To ich nie odstrasza.

- Od pewnego czasu na skrzydełku „Miesięcznika” znajduję informację mówiącą, że pismo wychodzi we współpracy z Zarządem Głównym Związku Literatów Polskich. Czy fakt ten w jakiś sposób wpłynął na zawartość pisma i sposób jego redagowania?
- Wpłynął na zawartość pisma, ale nie na jego status materialny. Związek Literatów Polskich też boryka się z kłopotami finansowymi. A jeśli idzie o zawartość – więcej jest teraz w „Miesięczniku” wierszy poetów-członków ZLP, więcej informacji o działaniach związku, zresztą wspólnie też podejmujemy ciekawe inicjatywy – ostatnio w lecie na zorganizowaliśmy seminarium w Policku i Koszalinie na temat: Literatura i sztuka wobec wyzwań i problemów współczesności, której plon – ciekawe wystąpienia Wacława Sadkowskiego, Ryszarda Ulickiego, Leszka Żulińskiego, Walentyny Trzcińskiej, Aarne Puu i Andrzeja Żora wydrukowaliśmy w naszym piśmie. „Miesięcznik” w takich sytuacjach staje się więc nie tylko współorganizatorem seminarium, ale także – rodzajem przekaźnika między jego uczestnikami, a całym środowiskiem literackim. Podczas XXXVII Warszawskiej Jesieni Poetyckiej w październiku  zawieźliśmy sporo numerów pisma do ZLP i pisarze z całej Polski zapoznali się z dorobkiem naszego seminarium.

- Osiem lat obecności pisma społeczno-kulturalnego na polskim rynku wydawniczym to swego rodzaju fonemem. Jak z pozycji takiego doświadczenie, które owocuje setnym już – jubileuszowym numerem, oceniasz kondycję pism podobnych do twojego?
- Tyle ocen nastawiałam w szkole, że teraz staram się ich unikać. Ja po prostu cieszę się, jak komuś się coś dobrego i pożytecznego udaje i tyle. Myślę, że nasze pismo w swojej „grupie” jest dość prężną osobą w średnim wieku, bo wiele tytułów społeczno-kulturalnych ukazuje się i po wydaniu kilku numerów – pada. A z bardziej znanych mi pism lokalnych czy też  regionalnych – szczególnie cenię Latarnię Morską. Pomorski Magazyn Literacko-Artystyczny pod redakcją Lecha M. Jakóba, który to magazyn wydawany jest przy wsparciu finansowym  Urzędu Miasta w Kołobrzegu i innych mecenasów sztuki oraz – Gazetę Kulturalną pod redakcją  Andrzeja Dębkowskiego wydawaną przez Dom Kultury w Zelowie blisko Bełchatowa.
I jeszcze dodam coś o almanachach i antologiach – myślę, że koszaliniacy zazdroszczą  trochę poetom słupskim tego, że – dzięki pomocy finansowej Starostwa Powiatowego – mogą wydawać antologie poezji (w ostatniej, piątej z kolei, mającej 344 strony – umieścili także utwory  kilku poetów koszalińskich) oraz  pisarzom kołobrzeskim, którzy – dzięki pomocy finansowej  Gminy Miasto Kołobrzeg – wydali trzeci już almanach pn. Wokół słowa (są w nim też utwory Czeslawa Kuriaty, Anatola Ulmana, Elżbiety Łuszczak, Jerzego Żelaznego, Ludmiły Janusewicz, Krystyny Pileckiej i Józefa Narkowicza). Cieszę się jednak, że w moim mieście wychodzi od trzech lat rocznik  Kultura Koszalińska. Almanach wydawany z inicjatywy Rady Kultury przy Prezydencie Koszalina. Możemy się kłócić pięknie o kształt i zawartość tego wydawnictwa, jednak bezsprzecznie to dzięki niemu (i „Miesięcznikowi”) ocalamy od zapomnienia ważne zdarzenia kulturalne i ich twórców.

- Jak wynika z twoich wypowiedzi, wydawanie Miesięcznika, nie może uchodzić za sukces komercyjny. Jednak, jak mawiał Milton Friedman, w warunkach gospodarki rynkowej „nie ma darmowych obiadów”. Jaka zatem potęga finansowa stoi za „Miesięcznikiem”, którego produkcja musi przecież kosztować?
- Oczywiście, że produkcja kosztuje, ale żadna potęga finansowa za nami nie stoi. Koło piętnastego każdego miesiąca drżę ze strachu, czy uda się nam wydać kolejny numer. Na razie się udawało, dzięki życzliwym reklamodawcom i współpracującym z nami kilku samorządom, dobrze rozumiejącym, co znaczy promocja kultury swojego miasta i gminy.

- „Miesięcznik” w ciągu tych ośmiu lat ukazywania się nie tylko przecież w Koszalinie i na środkowym Pomorzu, obrósł różnymi pomysłami, inicjatywami i akcjami inspirującymi różne dziedziny życia – zwłaszcza kulturalnego. Przypomnijmy najważniejsze spośród nich…
- „Miesięcznik” przede wszystkim dopracował się  własnej, dość  charakterystycznej formy. Rozpoczynamy zawsze wywiadami z nadtytułem Specjalnie dla „Miesięcznika”. Te rozmowy z ludźmi kultury, nauki, samorządowcami, politykami, aktorami i przedstawicielami wielu innych profesji prowadzi Ryszard Ulicki. Potem zazwyczaj jest Dział warszawski – felietony Zygmunta Broniarka i Wali Trzcińskiej,dalej -  wydarzenia międzynarodowe i ogólnopolskie, felietony „naszych” – Małgosi Kołowskiej i Jurka Żelaznego, cykl Szlakiem europejskich zabytków Ewy Werner, sylwetki ciekawych ludzi w cyklach – moim Z pomorskich albumów i Izy Nowak Ludzie z pasją, artykuły Anny Mosiewicz z  nadtytułem Historia kultury, Kazimierza Rozbickiego – o muzyce i muzykach, zdjęcia Z Archiwum Galerii Fotografii Jerzego Patana, recenzje teatralne i wywiady z ludźmi teatru Joanny Nowińskiej, informacje o wystawach plastycznych i innych interesujących wydarzeniach  kulturalnych w Koszalinie i regionie, promocja regionów i firm… I jeszcze –  wizytówki kilku  osób w cyklu Staszka Ruszkowskiego Kto jest kim… A przeplatamy wszystko – dobrą poezją, czasem opowiadaniem, czasem – rysunkami Tomka Rogowskiego. I – oczywiście – zdjęciami Ilony Łukjaniuk oraz innych zaprzyjaźnionych fotografików.
A jeśli idzie o pomysły i akcje – wymienię przede wszystkim naszą Honorową Statuetkę Koszalińskie Drzewko Sukcesu, którą przyznajemy za promocję Koszalina w kraju i na świecie. Dotychczas przyznaliśmy trzy takie statuetki – twórcom i realizatorom festiwali Młodzi i Film, Marlenie Zimnej – twórczyni i szefowej Muzeum Wysockiego oraz twórcom i realizatorom Międzynarodowych Festiwali Organowych. Myślę, że sympatycznym pomysłem jest przyznawanie przez nas Subiektywnego Srebrnego Widelca wyróżniającym się restauracjom. Te widelce – piękne, duże statuetki wykonane ( tak jak i drzewka zresztą) przez rzeźbiarza Miaszka Majbę z Ustronia Morskiego mają już: Bursztynowy Pałac, Viva Italia i Gospoda Jamneńska.
Za najważniejsze w ostatnim okresie uważam współorganizowanie przez nas w grudniu ubiegłego roku (organizatorzy – to BWSH i Zarząd Główny ZLP) I Polsko-Ukraińskiego Seminarium Literackiego oraz Seminarium Literatura i sztuka wobec wyzwań i problemów współczesności. Myślę, że były to naprawdę wartościowe spotkania, które na pewno należy kontynuować i ubogacać.

- Kujakim osobom, instytucjom i sponsorom biegną twoje jubileuszowe myśli, wspomnienia i podziękowania? Czego życzysz „Miesięcznikowi”
- W tym jubileuszowym dla pisma czasie – serdecznie dziękuję wszystkim reklamodawcom, samorządom i instytucjom, dzięki którym wydajemy „Miesięcznik”. Nie wymieniam ich – każdy, kto czyta, widzi reklamy i artykuły promocyjne. O nich właśnie myślę dzisiaj naprawdę z wielką serdecznością i wdzięcznością.
Moim marzeniem jest, żeby „Miesięcznik” – pismo promujące kulturę Ziemi Koszalińskiej i jej twórców w Polsce, a nawet – w innych krajach (ostatnio – na Ukrainie) miał zapewnione z góry na dany rok fundusze, pozwalające na spokojne przygotowywanie i wydawanie kolejnych numerów. Myślę, że mojemu miastu powinno na tym zależeć, nieraz słyszałam zresztą deklaracje na ten temat, a formy zapewnienia środków – są przecież jasne i klarowne. A wtedy może moglibyśmy pomyśleć o tym, żeby – jak to jest w przypadku niektórych pism typowo promocyjnych – przekazywać pismo czytelnikom za minimalną tylko odpłatnością…

- Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia tych – nieegoistycznych przecież – marzeń.

 

 

Wasze opinie + Dodaj Komentarz
» Gość: hyNQOouQNovOebpMX, 2013-04-09 00:49:27

nasz kanał TV

E-Urząd

Ogłoszenia

Ogłoszenia

Forum dyskusyjne Pomorza Zachodniego

 

Pomorzezachodnie.pl
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Ustaw jako startową



Nasz serwis odwiedziło
15505136
Gości

Kanał RSS Pomoc RSS
 
Copyright by` WTF Alfa Sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia