::. Pomorze Zachodnie .:: Dzisiaj jest
AUTO-ŚWIST
Strona Główna | Samorządy  :: Gminy  :: Miasta  :: Powiaty | Informacja Publiczna  :: Biuletyny BIP  :: Instytucje i Urzędy Państwowe  :: E-urzędy  :: Lokalne centra certyfikacji  :: Przetargi  :: Związki  :: Stowarzyszenia  :: Kościoły i Związki wyznaniowe  :: Uczelnie | Biznes  :: Gospodarka Morska  :: Rolnictwo  :: Transport  :: Komunikacja  :: Usługi  :: Motoryzacja | Kultura i Rozrywka  :: Książnice i Biblioteki  :: Muzea i Wystawy  :: Teatry  :: Kina | Nasz Region  :: Ludzie Regionu  :: Reportaże  :: Publicystyka  :: Wywiad z...  :: Wydarzenia  :: Sport  :: Media | Ogłoszenia | Turystyka i Wypoczynek | O nas | Hity Serwisu  :: Gorący temat |

Nowe Pomorze Zachodnie już za...

Zapraszamy również na pomorzezachodnie.tv-polska.eu

dni
godzin
minut
sekund
::. Szukaj w serwisie:   Po wyników
..:: Biznes ::..
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Ważne telefony
ZWiK Szczecin




..:: Instytucje ::..
Urząd Wojewódzki w Szczecinie
Urząd Miejski w Szczecinie
Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie
Urząd Miasta Świnoujścia

« Wstecz

O mundurach zielonych jak liście, urokach pracy leśnika, ekosystemach i o tym, czy będzie las, jak nie będzie nas - z nadleśniczym Bolesławem WIŚNIOWSKIM rozmawia Ryszard ULICKI
PoniedziałEk 11 Maj 2009

Dokument bez tytułu

O mundurach zielonych jak liście, urokach pracy leśnika, ekosystemach i o tym, czy będzie las, jak nie będzie nas

z nadleśniczym Bolesławem WIŚNIOWSKIM rozmawia Ryszard ULICKI

 - Kiedy się patrzy na was, leśników – na wasze zielone mundury, na te szamerowania, akselbanty, wyłogi, odznaki i dystynkcje, to nieodparcie nasuwają się skojarzenia dotyczące wojska. Gdyby użyć zatem technik porównawczych, to w jakiej randze jest nadleśniczy? Czy porównując Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych do okręgu wojskowego można powiedzieć, że nadleśnictwo to dywizja?

- Dekoracyjność naszych mundurów jest ostatnią rzeczą, która nas interesuje. Mundur leśnika to jego strój służbowy, wyróżnik ważnej społecznie roli i symbol zawodowej dumy. Nie ma na nim nic więcej, niż być powinno zgodnie z obowiązującą pragmatyką. Mundur to nie choinka, choć ma kolor tego drzewa. Tak jak wojskowi dbamy o to, by munduru nie splamić i dbać o jego, a tym samym o swój honor.
   Porównanie nadleśnictwa do dywizji jest raczej przesadą. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych pod komendą Andrzeja Modrzejewskiego dowodzi 32 jednostkami w tym 30  nadleśnictwami podzielonymi na  466 leśnictw i dwoma Zespołami Składnic. Przyjmując twoją propozycję – umówmy się, że nadleśnictwo to jednostka wojskowa., której średnia wielkość w naszym regionie wynosi 21 tysięcy hektarów. Nadleśnictwo Manowo, którym mam zaszczyt kierować, to zaledwie 17 922 hektary – czyli nie największe. Zatem żadna dywizja.
   Porównanie z okręgiem wojskowym jest zręczniejsze i bliższe prawdy. Przypomnę, że Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinku powstała 1 czerwca 1945 roku jako Dyrekcja Lasów Państwowych Okręgu Bałtyckiego i działała na ogromnym obszarze byłego województwa zachodniopomorskiego, gdańskiego i bydgoskiego, obejmując w pewnym okresie 125 jednostek. Te liczby się zmieniały wraz z kolejnymi reorganizacjami, ale było i tak, że Szczecinkowi podlegały 24 tartaki, fabryka zapałek w Sianowie, a nawet Fabryka Przemiału Torfu w Wielanowie. Największą powierzchnią dyrekcja zarządzała w roku 1975. Podlegały jej 1062 tysiące hektarów z małym przecinkiem. Dziś ten obszar to 628 tysięcy hektarów gruntów Skarbu Państwa. Największa część, bo 57,7 % powierzchni leży w naszym województwie, 42,2 % w pomorskim i mały skraweczek – 0,1% w wielkopolskim.
    Lasy państwowe potęgą są i basta. W całym kraju lasy rosną na 9 milionach hektarów,  czyli pokrywają ponad 28 % powierzchni Polski. Zdecydowana większość to właśnie lasy państwowe – czyli 7,5 miliona hektarów, nad którymi sprawuje pieczę 428 nadleśnictw. Mądrości Polaków i naszemu patronowi, świętemu Hubertowi, zawdzięczmy, że nie zmieniono w Polsce zapoczątkowanego w 1924 roku sposobu władania przez państwo tym  wspaniałym darem natury. A takie pokusy były i od czasu do czasu pojawiają się nowe „genialne” pomysły prywatyzowania kompleksów leśnych. Skoro już powołałem się na świętego Huberta, to tym razem ja tobie zadam pytanie – komu jeszcze, oprócz leśników patronuje?

- Jestem pewien, że patronuje również myśliwym…
- Odpowiedź jest prawidłowa, lecz niepełna. To bardzo pracowity święty. Patronuje bowiem również strzelcom, sportowcom, kuśnierzom, matematykom, jeźdźcom i metalowcom. W tradycji ludowej czczony jest jako patron lunatyków i chorych na epilepsję. Warto wiedzieć, że do XI wieku jego wielkim poprzednikiem był święty Eustachy

- Jak licznym  wojskiem dowodzi nadleśniczy w Manowie – jeżeli to nie jest tajemnica wojskowa lub państwowa? Oczywiście, w podziale na pracowników mundurowych i cywilnych i jaki obszar mu podlega?
- Jak już wspomniałem, Nadleśnictwo Manowo to 17 076  hektarów lasu, chociaż ogólna powierzchnia jest nieco większa i wynosi 17 922 hektary. Ta leśna powierzchnia składa się z dwóch obrębów: Manowo i Wyszobórz. Ten pierwszy obejmuje 7 927 hektarów, którymi  opiekuje się 5 leśnictw, a ten drugi, Wyszobórz, rozłożony jest na 9 995 hektarach powierzonych 8 leśnictwom.

- Już się zaczynam gubić. Jak to jest z tą strukturą lasów państwowych ? Jest Dyrekcja Generalna, pod nią siedemnaście dyrekcji regionalnych, nastepnie 428 nadleśnictw i na samym dole tej piramidy leśnictwa, a tu jeszcze pojawia się jakiś obręb…   
- Obręb nie jest szczeblem drabiny organizacyjnej lasów państwowych. Jest to część nadleśnictwa, posiadająca własny plan zagospodarowania. Nasze obręby mają bardzo atrakcyjną charakterystykę. Leżą bowiem na bardzo zróżnicowanym pod względem rzeźby terenie. Cieszymy się stosunkowo łagodnym klimatem, sporą ilością opadów i stosunkowo długim okresem wegetacji. Krótko mówiąc i nie wchodząc w specjalistyczne szczegóły, można powiedzieć, że na terenie nadleśnictwa Manowo prawie wszystko, poza późnymi przymrozkami, sprzyja produkcji leśnej.
Wracając do pytania głównego –  zmuszony jestem udzielić wypowiedzi mniej precyzyjnej niż ta,  która dotyczy  drzewostanu, którego średni wiek wynosi na terenie nadleśnictwa 58 lat. Zatrudniamy 53 pracowników umysłowych, głównie w służbie leśnej, a sześciu to pracownicy sezonowi wykonujący prace interwencyjne  o charakterze porządkowym.

- Jakkolwiek żyjemy w przodującym pod względem lesistości regionie i prawie codzienne spotykamy człowieka w mundurze leśniczego, przypomnijmy i opiszmy naszym czytelnikom  kolejne szarże… Czy w ogóle istnieje ta bajkowo-kabaretowa szarża gajowego?
- Ten bajkowy gajowy, który wędrował przez dąbrowy faktycznie przeszedł już do historii. Czasem pojawia się w radiowym kabarecie. Jeden i drugi to sympatyczni faceci. Najwyższy rangą jest oczywiście dyrektor generalny Lasów Państwowych, o którym mówi się „generał”. Na dole hierarchii leśnej znajduje się podleśniczy. Nad nim leśniczy. Jeszcze wyżej usytuowani są inżynierowie nadzoru, następnie zastępca nadleśniczego i nadleśniczy. Nad nimi z kolei dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Dziś wszyscy ci wymienieni legitymują się studiami wyższymi. Wśród wszystkich „tych” są  także „te” – czyli panie. 

- Nie ukrywajmy przed czytelnikami, że znamy się jak „łyse konie” od kilku dziesiątków lat. W chwili naszego pierwszego spotkania w Rosnowie ty byłeś szczupłym, wysportowanym zapaśnikiem po studiach na Wydziale Leśnictwa Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu, pracującym w Nadleśnictwie Manowo w randze nadleśniczego a ja, również szczupły, byłem asystentem w Zakładzie Socjologii nie istniejącego od lat Koszalińskiego Ośrodka Naukowo-Badawczego, w leśnym Ochotniczym Hufcu Pracy dorabiającym podczas wakacji jako szlifierz narzędzi do karczowania leśnych chwastów. Na szczęście, wszystko jeszcze dobrze pamiętamy, ale mimo to namawiam cię do opisania swojej kariery zawodowej, które zawiodła ówczesnego adepta leśnictwa na obecne stanowisko i pozycję dziekana  wśród korpusu nadleśniczych Rejonowej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinku, odznaczonego niedawno przez Kapitułę Odznaczeń Łowieckich Medalem świętego  Huberta.
- Karierę zawodowa rozpocząłem w Nadleśnictwie Ustka,  dokąd trafiłem jako absolwent uczelni korzystający ze stypendium fundowanego przez województwo gdańskie. Potem zostałem adiunktem w Nadleśnictwie Damnica, a w roku 1974 objąłem nadleśnictwo Broczyno, na terenie którego znajdował się – radziecki wtedy – poligon i baza wojskowa – Borne Sulinowo. Było to szczególne doświadczenie obfitujące w bardzo nietypowe, a chwilami groźne sytuacje. Gdy w wyniku kolejnych reorganizacji powstało nadleśnictwo Czaplinek zostałem w nim zastępca Nadleśniczego, by w roku 1978 przywędrować do Manowa, gdzie pracuję do dziś z trzyletnią pauzą polityczną, z której powróciłem na zajmowane stanowisko jako jeden z odwołanych w 1992 roku 12 nadleśniczych ówczesnej Dyrekcji Okręgowej. W przyszłym roku osiągnę wiek emerytalny, ale z lasu nie wyjdę, bo to jest jedyne miejsce, w który czuje się jak w domu. Wspomniany medal świętego Huberta jest nie tylko nagrodą, ale i zobowiązaniem do dożywotniej służby na rzecz tego cudu przyrody, który powinniśmy nie tylko ocalić, ale w najlepszym stanie przekazać następnym pokoleniom. Służy temu realizowany już program „Natura 2000”, który wbrew pospiesznym i niesprawiedliwym ocenom nie jest kolejnym biurokratycznym utrudnieniem, lecz stanowi nowoczesny – europejski instrument pozwalający ocalić najwspanialsze relikty przyrodnicze.
Nieskromnie powiem, że przyłożyłem ręki do wielu inicjatyw, których kontynuowanie nie wymaga zawodowej aktywności. Takich choćby jak Park Leśników imienia Jana Łobodźca, na terenie leśnictwa Osetno, który powstał z okazji 60-lecia powołania naszego nadleśnictwa. Posadziliśmy w nim dwa lata temu dąb papieski, a w tym roku sosny z nasion poświęconych przez papieża Benedykta XVI w czasie jego pobytu w naszym kraju. Z cała pewnością będę działał na rzecz Polskiego Związku Łowieckiego, coraz bardziej jako myśliwy myślący niż strzelający.

- Każdy zawód – najbardziej nawet umiłowany, ma swoje dobre i złe strony. Daj się namówić do sporządzenia listy pięciu największych zalet twojego zawodu i tyluż jego niedogodności…
- Do zalet zaliczam możliwość robienia tego, co się lubi i co jest osobistym powołaniem. Większość moich kolegów to ludzie kochający swój zawód. Kolejną zaletą jest możliwość obcowania z prawdziwymi cudami przyrody. Trzecia – to możliwość współdziałania z koleżeńskimi i dobrze rozumiejącymi się zespołami kompetentnych ludzi. Czwarta to zdecydowanie za mały, ale jednak znaczący wpływ na ratowanie i podtrzymywanie zdrowia naszych lasów. W latach sześćdziesiątych przeciętny wiek drzewostanów wynosił 45 lat, a zasobność drewna 140 metrów sześciennych na hektar. Dziś, jak już wspomniałem, ten wiek wynosi 58 lat przy zasobności 249 metrów sześciennych. My w nadleśnictwie pozyskujemy średnio rocznie 85 tysięcy metrów sześciennych drewna , ale jednocześnie odnawiamy ponad 180 hektarów upraw…

- To bardzo ciekawe informacje, ale wróćmy do wad i zalet zawodu…
- Widzę, że nie masz szacunku dla ważnych danych statystycznych. Przecież one są ilustracją zmian i to pozytywnych zmian w gospodarce leśnej. Są matematycznym wyrazem trudu wielu pokoleń leśników i pracowników leśnych, dla których w trudnych ekonomicznie czasach praca w lesie była jedyną ich pasją, choć uposażenia tej grupy zawodowej znajdowały się na ostatnim miejscu narodowych statystyk płacowych.

- Mam ogromny szacunek dla wysiłku intelektualnego i fizycznego, jaki się kryje za tymi liczbami. Wiele lat temu sam przykładałem rękę do pielęgnacji lasów właśnie w twoim nadleśnictwie. Ale rozmowa toczy się w aurze świąteczno-noworocznej i czytelnikom należy się coś więcej niż te godne podziwu wykresy…
- Piątą zaletą  jest  zatem większa niż w innych grupach zawodowych możliwość funkcjonowania poza  politycznymi burzami, sporami i agresją społeczną, której przykrym przejawem w naszym przypadku są zachowania kłusowników oraz bezmyślnych szkodników różnego autoramentu, ale z nimi,  przy pomocy straży leśnej, myśliwych, harcerzy i policji, radzimy sobie coraz lepiej.

- A wady?
- Mam na podorędziu jeszcze kilkadziesiąt zalet. Jeżeli pozwolisz mi je wymienić, to zacznę myśleć o wadach. Szczerze mówiąc,  przy takiej ilości dobrych stron uprawiania zawodu leśnika  nie można mówić o wadach. Są, oczywiście, pewne trudności lub niedogodności, ale gdzie ich nie ma? Kłopoty to specjalność nadleśniczego.

- Jak las, który znasz jak „własne dziesięć  palców”, radzi sobie z nami – ludźmi deklarującymi podziw dla jego piękna, zalet klimatycznych i darów natury, którymi nas tak szczodrze obdarza w postaci choćby tylko drewna, jagód, grzybów i zwierzyny łownej?
- To teraz będzie prawie bez statystyki. Bory i lasy bez względu na ich strukturę są skomplikowanymi ekosystemami. O ich losie decydują w znaczącym stopniu warunki klimatyczne, kolejne gradacje szkodliwych owadów, charakterystyka i struktura gleb. Małe i wielkie siedliska leśne to nie tylko drzewostan, ale także cieki wodne, osady bagienne, jeziora i mniejsze zbiorniki wodne. To także tak cenne dobra jak torfy lub unikatowe strefy roślin i porostów, które w innych miejscach przegrały już z nieprzyjaznym otoczeniem. Każdy las jest rodzajem biocenozy, która jest cudem współwystępowania żywych organizmów potrzebnych sobie nawzajem. Tak długo, jak człowiek był częścią tej biocenozy, wszystko było w porządku. Używając pewnej poetyki – wyjście człowieka z lasu zakłóciło harmonijną  jego relację  ze środowiskiem, w którym żył.
Las z samym człowiekiem pewnie by sobie poradził. Gorzej jest z z wytworami ludzkiej aktywności. Zwłaszcza tymi, które powodują szkodliwe i nieodwracalne zmiany ekologiczne. Dziś od Amazonii do Manowa lasy wymagają mądrej pomocy człowieka. Nie tylko międzynarodowych szczytów i chronionych przez policję konferencji, ale także prostych – rozumnych działań i zachowań. Na poziomie leśnictwa i nadleśnictwa mamy do czynienia z przykładami bezrozumnego wandalizmu. Ludzie kochający rzekomo las i pragnący z nim kontaktu potrafią wyrządzać mu niewyobrażalne szkody. Szczytem niefrasobliwości są zaprószenia i podpalenia. Ich skutki zacierają się przez dziesiątki lat. Nie brakuje osób i instytucji, które las traktują jak śmietnik. Jedni robią to z niewiedzy, inni z głupoty a jeszcze inni z pazerności. To ci, którzy lansują prymitywną filozofię – „po nas choćby i potop” zapominając, że mają dzieci i wnuczęta.
Przyczyny takiego stanu rzeczy są różnorodne. Głównie jednak mamy do czynienia z niskim poziomem edukacji proekologicznej. Tego trzeba uczyć od najmłodszych lat, między innymi na lekcjach marginalizowanej, niestety, biologii i przyrody. Inną przyczyną jest magiczna wiara w samoodnawialność leśnych ekosystemów. Ktoś wywali w lesie śmieci i po pewnym czasie zauważa, że ich nie ma. Kombinuje swoim małym móżdżkiem, że albo zarosły, albo się zapadły, albo wyniosły je leśne duszki. W tej dziedzinie cudów nie ma. To właśnie służby leśne walczą ze skutkami tej zgubnej bezmyślności. Na terenie nadleśnictwa w każdym roku dokonujemy w młodych lasach czyszczeń wczesnych na powierzchni 326 hektarów i tak zwanych czyszczeń późnych na powierzchni 158 hektarów. wykonujemy również różnorodne działania sanitarne, głównie tak zwane przecinki na obszarze 1070 hektarów.
Aby zachować najlepszy materiał genetyczny, utworzyliśmy około 350 hektarów gospodarczych drzewostanów nasiennych, głównie sosny oraz buka, a także 15 hektarów wyłączonych drzewostanów sosny. Na 30 hektarach pielęgnujemy ponadto najzdrowsze okazy innych drzew takich jak: lipa, modrzew, dąb, brzoza, świerk i tak dalej – nawet pięknie pachnący wiosną bez. No i, oczywiście, nie zapominamy o tej części ekosystemu, jakim jest zwierzyna leśna.

- A propos zwierzyny łownej – to jaką rolę wobec niej pełnią leśnicy? Liczba tych, którzy strzelają do zwierząt leśnych na pewno przewyższa liczbę zawodowych i emerytowanych leśników, a może przewyższa już liczbę tych zwierząt, których szanse na przeżycie,  w obliczu doskonalenia  elementów optycznych broni myśliwskiej są  coraz  marniejsze?
 - Polskie lasy są ważną częścią majątku narodowego. Do niego należy również zwierzyna leśna. Jesteśmy więc odpowiedzialni za prawidłową gospodarkę łowiecką, a nawet za bezpieczeństwo i warunki rozrodu tych gatunków, które mamy szczęście spotykać w naszym nadleśnictwie. Naszym najbliższym sojusznikiem w dziedzinie gospodarki łowieckiej jest Polski Związek Łowiecki, którego 8 kół sprawnie i skutecznie działa na naszym terenie.  Najliczniej występują na nim jelenie, sarny i dziki. Spotykamy również bobra, wydrę, kunę, zająca, jenota, borsuka i lisa. Chronimy gniazda i stanowiska lęgowe orła bielika, orlika krzykliwego i bociana czarnego.
Wcale nie rzadko spotykamy inne gatunki chronione i łowne – takie jak: gęś gęgawa, żuraw, kania rdzawa i czarna (to te, co łakną dżdżu), rybołów, kruk, zimorodek, dzikie kaczki i puchacze. No i od lat osiemdziesiątych zadomowił się u nas dawniej nieobecny tu bóbr, który wtrąca się w leśną gospodarkę wodną i częściowo wyręcza drwali.
Myśliwi to ludzie, którzy strzelają z zachowaniem precyzyjnych procedur, reguł i  zasad etycznych. Strzelanie nie jest pierwszym ogniwem myślistwa. Znam wiele bardzo udanych polowań, które kończyły się samymi pudłami, a i tak wszyscy jego uczestnicy byli zadowoleni. Nie uśmiechaj się, bo wiem, co masz na myśli… ale się mylisz. Myślistwo to także bardzo konkretna troska o zwierzynę leśną, o zachowanie gatunków i o równowagę między nimi. To dożywianie zwierząt i walka z kłusownictwem. To likwidacja przeszkód w przemieszczaniu się zwierząt, to także wyrównywanie szkód rolniczych spowodowanych przez zwierzęta. Polski Związek Łowiecki posiada na terenie naszego nadleśnictwa Ośrodek Hodowli Zwierzyny dysponujący bazą noclegową oraz bogato wyposażoną strzelnicą myśliwską , bo myślistwo to także sport strzelecki. Na przekór twoim sugestiom dotyczącym coraz doskonalszych urządzeń optycznych, muszę wyraźnie powiedzieć, że ich stosowanie   humanizuje łowiectwo, którego ważną częścią są odstrzały selekcyjne.  Prawdziwemu myśliwemu zabicie zwierzęcia nie sprawia satysfakcji, a zwłaszcza nie dostarcza jej okaleczenie zwierzęcia, które, źle trafione, dogorywa godzinami w ostępach leśnych lub staje się łatwą ofiarą żyjących tam drapieżników albo bezdomnych psów, porzuconych przez ich właścicieli czasem z okazji urlopu,  a czasem z powodu narodzin dziecka.   

- Leśnicy i myśliwi  mają swoje specyficzne obrzędy przedświąteczne i świąteczne. Co zatem robią, zanim zasiądą z rodziną i bliskimi przy wigilijnym stole? Może mają też swoje „leśne” kolędy”?
- Te obrzędy są ważną częścią zwyczajów i ceremoniału łowieckiego, na który składają się między innymi takie zwyczaje jak ślubowanie, chrzest myśliwski, pasowanie, pokot, sygnały łowieckie i owe uroczyste polowania.
Polowanie wigilijne zgodnie z obyczajem powinno odbyć się 24 grudnia. Zaczyna się ono od włożenia karmy do paśników. Łowy odbywające się w tym dniu lub w dniu poprzednim powinny być skrócone do dwóch – góra czterech pędzeń, po czym myśliwi zasiadają do postnego bigosu. Cała ta „biesiada” powinna odbyć się w kniei i pod gołym niebem, w takich warunkach, w jakich żyje zwierzyna. Przed zakończeniem spotkania myśliwi dzielą się opłatkiem. Składają życzenia i przebaczają sobie ewentualne urazy lub nieporozumienia, które mogły się zdarzyć w mijającym roku.
Polowania sylwestrowe bywają często bardzo krótkie, czasem wręcz symboliczne. Każdy bowiem spieszy się do swoich najbliższych, by z nimi witać Nowy Rok. Nie różnią się one w jakiś sposób od polowań tradycyjnych, ale zawsze kończą życzeniami, które w imieniu zarządu koła składa jego członkom prezes.

- Opowiadamy sobie o wigilijnym darze mowy zwierząt, a nawet z tymi domowymi łamiemy się specjalnym opłatkiem. Opowiadamy o tym zwłaszcza naszym dzieciom –później wnukom. Kiedy dorastamy, wiemy, że to piękna baśń, a może nawet  ciche marzenie, by porozumieć się z naszymi „braćmi mniejszymi”, do których przecież przemawiamy i one w jakiś sposób reagują na to, co mówimy - na przykład do  naszych psów, kotów, koni, nie mówiąc o małpach lub delfinach. Ludzie lasu potrafią opowiadać o przedziwnych  spotkaniach i „rozmowach” ze zwierzętami, choć czasem nas – „cywilów” potrafią nabrać  na niewiarygodnie sensacyjne opowieści, jak choćby ta o niewidomej losze, która chodziła za swoim przewodnikiem – dzikiem trzymając się zębami za jego ogon. Jestem jednak pewien, że w swojej długoletniej karierze doświadczyłeś takiego nadzwyczajnego spotkania ze zwierzęciem, które zburzyło twoje wyobrażenie o miarach jego inteligencji. Podaruj nam tę opowieść pod tegoroczną choinkę, przyjmując od redakcji i czytelników najlepsze życzenia świąteczne i noworoczne dla ciebie i wszystkich leśników Pomorza oraz całej reszty naszej – na szczęście  zielonej  ciągle jeszcze ojczyzny!
- Oczywiście, ze w długiej karierze leśnika nasłuchałem się wielu niewiarygodnych wręcz, ale prawdziwych historii przede wszystkim o rezultatach polowań, wielkości poroży lub niewiarygodnej celności niektórych myśliwych,  którzy z 1500 metrów trafiali w pudełko zapałek. Wielu takich zdarzeń doświadczałem sam. Kilkanaście lat temu miałem doskonałego foxteriera, który posiadał nadzwyczajny dar wyczuwania dzika z największych odległości.  Bywało, że w czasie polowania, gdy cała sfora rzucała się na poszukiwanie zwierza mój pies nie odstępował mnie na krok i okazywał nudzenie sytuacją. Gdy po kilku nieudanych miotach kończono polowanie nagle wstępował w niego duch walki, co wskazywało, ze bezbłędnie zwietrzył odyńca. Niestety został pokonany przez wielkiego dzika i przebity jego szablami mimo interwencji weterynarzy odszedł na wieczne łowy.
Jedną z najdziwniejszych historii opowiedział mi stary pracownik leśny zajmujący się pozyskiwaniem żywicy. Byłem wtedy młodym leśnikiem i przypatrywałem się nacinaniu drzew, z których spływała żywica do specjalnych pojemników. Następnie zlewano ją do drewnianych beczek. Te beczki, zarówno pełne, jak i puste systematycznie ktoś przewracał. Wyglądało to na szczególną złośliwość. Były to czasy, w których łatwo było o podejrzenie o sabotaż. Wspomniany pracownik postanowił zatem, że sam wykryje sprawcę tej nieprzyjemnej i grożącej konsekwencjami działalności. Ukrył się więc w pustej beczce i przez wywiercony otwór obserwował przez kilka nocy teren wokół składu żywicy. Zasadzka powiodła się, ale jakże wielkie było zdumienie dzielnego pracownika leśnego, gdy odkrył, że sprawcą szkód jest wielki odyniec czochrający się z lubością o wspomniane beczki – te puste i te pełne. Wykorzystując pewien rodzaj odurzenia odyńca intensywnymi oparami żywic uchwycił jego dorodny ogon i związał na supeł, który znalazł się w środku beczki – kryjówki. Przerażony odyniec rzucił się do ucieczki ciągnąc za sobą beczkę, którą szczęśliwie opuścił  bohater tego opowiadania.
Proszę sobie wyobrazić,   jak wielkie musiało być zdumienie pracowników nadleśnictwa, w którym odbywałem praktykę , gdy po wielu miesiącach zobaczyli dorodną lochę  prowadzącą liczne stadko warchlaków , z których każdy miał na końcu ogonka malutka beczułeczkę.

Wierząc, że to,  co opowiedziałeś jest prawdziwe, przejdę do ostatniego, bardzo ważnego pytania. Od rodzaju odpowiedzi na nie zależeć będzie, czy za kilkaset lat takie opowieści współczesnych nam leśników brzmieć będą jak bajki i czy wtedy będzie miał o czym rozmawiać jakiś dziennikarz z jakimś nadleśniczym. Na ile zatem w XXI wieku, w kontekście znanych nam zagrożeń ekologicznych – tych globalnych i tych lokalnych, uprawnione jest przekazywane nam z dziada pradziada powiedzenie „nie było nas, był las – nie będzie nas. będzie las”?
- Wierzę w to, co robię wraz z tysiącami moich kolegów po fachu. W to, co robią ludzie  prawdziwie kochający przyrodę – ludzie wielkiej wyobraźni.  Podziwiam ludzi nauki, którzy szukają takich dróg rozwoju ludzkości, które pozwolą naszemu gatunkowi nie tylko iść przez las, ale także korzystać z jego uroków i zasobów. Wierzę zatem, że „będzie las”. On sam oddziaływuje na ludzką wrażliwość. Nikt,  kto ma serce i rozum, nie może przejść obojętnie obok lasu, a zwłaszcza nie może go podpalić lub zniszczyć. Las jest potrzebny ludziom i ludzie są potrzebni lasom. Boleję, że nie wszyscy jeszcze to rozumieją. Niech im to przypomina nieodżałowany Jonasz Kofta, który nawoływał:
Pamiętajcie o ogrodach,
Przecież stamtąd przyszliście,
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście…

 - A zatem „darz bór” i piękne dzięki za rozmowę!

                                                                       „Miesięcznik” nr XII/I, 2008/2009

Wasze opinie + Dodaj Komentarz
» Gość: SbUyWxQNznpYMoJhiq, 2013-01-12 21:37:52
» Gość: dkJKaaZz, 2013-01-10 15:33:20

nasz kanał TV

E-Urząd

Ogłoszenia

Ogłoszenia

Forum dyskusyjne Pomorza Zachodniego

 

Pomorzezachodnie.pl
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Ustaw jako startową



Nasz serwis odwiedziło
15505136
Gości

Kanał RSS Pomoc RSS
 
Copyright by` WTF Alfa Sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia