::. Pomorze Zachodnie .:: Dzisiaj jest
AUTO-ŚWIST
Strona Główna | Samorządy  :: Gminy  :: Miasta  :: Powiaty | Informacja Publiczna  :: Biuletyny BIP  :: Instytucje i Urzędy Państwowe  :: E-urzędy  :: Lokalne centra certyfikacji  :: Przetargi  :: Związki  :: Stowarzyszenia  :: Kościoły i Związki wyznaniowe  :: Uczelnie | Biznes  :: Gospodarka Morska  :: Rolnictwo  :: Transport  :: Komunikacja  :: Usługi  :: Motoryzacja | Kultura i Rozrywka  :: Książnice i Biblioteki  :: Muzea i Wystawy  :: Teatry  :: Kina | Nasz Region  :: Ludzie Regionu  :: Reportaże  :: Publicystyka  :: Wywiad z...  :: Wydarzenia  :: Sport  :: Media | Ogłoszenia | Turystyka i Wypoczynek | O nas | Hity Serwisu  :: Gorący temat |

Nowe Pomorze Zachodnie już za...

Zapraszamy również na pomorzezachodnie.tv-polska.eu

dni
godzin
minut
sekund
::. Szukaj w serwisie:   Po wyników
..:: Biznes ::..
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Ważne telefony
ZWiK Szczecin




..:: Instytucje ::..
Urząd Wojewódzki w Szczecinie
Urząd Miejski w Szczecinie
Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie
Urząd Miasta Świnoujścia

« Wstecz

O tym, co z leżenia obok siebie wynika dla Biesiekierza i Koszalina i co dziś znaczy pomnik ziemniaka, a także o losach byłych pracowników PGR-u, który bywał szkołą życia.
śRoda 19 Maj 2010

Dokument bez tytułu

- Biesiekierz!? Czy to jest pierwsza większa przelotowa miejscowość na wylocie z Koszalina, czy to jest coś więcej? Jak to wygląda z pozycji stanowiska, na którym pracujesz od 1990 roku?
- Oczywiście, że coś więcej! Dla mnie osobiście to stolica mojej małej ojczyzny. Jest to bowiem szczególne i ważne miejsce, w którym zbiegają się wszystkie najistotniejsze problemy i interesy naszej niewielkiej gminy. Być może dla wyjeżdżających z miasta jest to pierwsza większa miejscowość na trasie numer 6 wiodącej do Szczecina, chociaż jadąc tą drogą mija się wcześniej inne miejscowości naszej gminy, które mogą się wydawać dzielnicami lub przedmieściami Koszalina.

- Na czym wiec polega szczególność i „inność” samego Biesiekierza i całej gminy?
- Samo istnienie centrum administracyjnego to jeszcze za mało, by się wyróżnić lub zaznaczyć na mapie regionu i kraju. Muszą zaistnieć jakieś zjawiska, tendencje i okoliczności przekonujące mieszkańców gminy do utożsamiania się z nazwą Biesiekierz, a także ze swoją gminą.
            Istnieje wiele powodów, dla których gmina i sam Biesiekierz nie jest i nie będzie  tylko miejscowością przelotową. Po pierwsze, po dwudziestu latach - czyli po okresie, który tutaj przepracowałem, ludzie uwierzyli, że jest to miejsce, które ich łączy, jeżeli chodzi o kwestie ich interesów, a zatem, że jest to miejsce, gdzie ludzie zarabiają pieniądze lub przychodzą z pobliskiego Koszalina, by zainwestować, a także zamieszkać I jest jeszcze jeden  argument. Porównując Biesiekierz do innych gmin wiejskich mogę powiedzieć, choć być może zabrzmi to nieskromnie, że jest szansa, by nasza gmina była nieco powyżej średniej krajowej, jeżeli chodzi o kwestie uzbrojenia technicznego, możliwości zaspokajania różnorodnych potrzeb mieszkańców gminy i możliwości realizacji osobistych i zawodowych aspiracji ludzi młodych, którzy, jak widzę, niezbyt chętnie wyjeżdżają stąd w Polskę i w świat.

- O walorach każdej miejscowości, także gminy lub miasta decyduje to, że nie tylko można tam  mieszkać, ale można równie znajdować pracę i zarabiać. Gmina Biesiekierz zasłynęła kiedyś pomnikiem ziemniaka lub, jak niektórzy mówią, kartofla, którego twórcą był artysta plastyk Wiesław Adamczyk, a pomysłodawcą i „ojcem chrzestnym” Mariusz Roeder, dyrektor Stacji Hodowli Roślin, która na prawie 5000 hektarów zajmowała się hodowlą zachowawczą ziemniaków oraz produkcją nasienną zbóż i roślin strączkowych. Jednak dziś tego wielkiego i paru innych mniejszych przedsiębiorstw od dawna już nie ma…   

- Gmina Biesiekierz nie jest jakimś wyjątkiem na mapie regionu. Wiec, szczerze mówiąc, tak jak wszędzie ilość miejsc pracy nie rośnie w tempie, które satysfakcjonowałoby samorządowe  władze gminy. Jeżeli chodzi o hodowlę ziemniaka, której symbolem jest ten wspomniany    pomnik, to nie jest tak, że jej rozpoczynająca się w połowie lat pięćdziesiątych historia  została przerwana. W pobliskim Strzekęcinie nadal rozwija się znana w kraju i za granicą hodowla najszlachetniejszych odmian ziemniaka. Jej część jest realizowana na terenie naszej gminy. Ale od tamtych czasów, a zwłaszcza w ostatnim dwudziestoleciu we wszystkich dziedzinach życia nastąpiło wiele zmian, które prawiły, że i u nas w gminie doszło do zmian sposobów życia i zarobkowania. Spora grupa ludzi w wieku produkcyjnym przeszła z rolnictwa do coraz intensywniej rozwijających się usług. Zarówno Koszalin jak i jego okolice nie będą zapewne regionem przemysłowym, a więc ta tendencja, o której mówiłem,  skierowana w kierunku obsługi turystyki i budownictwa jest nie tylko właściwa, ale ma także przyszłość. Zapotrzebowanie na usługi zgłaszać będzie nie tylko ten obszar, który przylega do drogi numer 6, którą nazywamy „drogą życia”, ale także będzie na nie popyt w tej części gminy, która leży w niewielkiej odległości od linii brzegowej Bałtyku. Nie wszyscy chcą odpoczywać w zgiełku znanych ośrodków. Na naszym terenie, odległym o 10 kilometrów od morskiej plaży, powstało w ostatnich latach kilka nowych hoteli, co nie jest bez znaczenia w gminie liczącej 5000 mieszkańców.

- Porozmawiajmy o twoich doświadczeniach zawodowych i ich przydatności w roli wójta…
- Jestem absolwentem Akademii Rolniczej w Olsztynie. Inżynierem zootechnikiem, który przepracował 17 lat w państwowych gospodarstwach rolnych na terenie byłego województwa koszalińskiego. Wiedząc, że świat się nie kończy na rolnictwie, zostałem absolwentem dwóch studiów podyplomowych. Jedne skończyłem na SGPIS, a drugie na Uniwersytecie Wrocławskim – w zakresie administracji i prawa administracyjnego.
Tych siedemnastu lat pracy w państwowych gospodarstwach rolnych nie uważam za zmarnowane. To było ważne i cenne doświadczenie. Spotkałem tam dobrze wykształcone i sprawnie działające kadry. Dziś o tych gospodarstwach mówi się różnie, ale, tak samo jak chłopu indywidualnemu, nic tam samo nie rosło. Załogi tych przedsiębiorstw doznawały znacznego awansu społecznego i zawodowego, a także cywilizacyjnego. Czasem zdarzali się wśród kadry kierowniczej ludzie nieprzygotowani do współpracy z załogami na obszarach ich potrzeb społecznych. Większość z nas przygotowywana była przede wszystkim do osiągania wskaźników ekonomicznych. Produkcja liczyła się ponad wszystko. Żywe były slogany ilustrujące ową tendencję, choćby ten – „każdy kłos na wagę złota”. Nie zawsze byliśmy przygotowani do pracy z ludźmi, którzy – też nie zawsze – tworzyli najbardziej wzorowe społeczności. Przypomnę, że określenie „pegeerowiec” miało we wielu środowiskach wyraźnie pejoratywną konotację. Nawet po tak wielu latach spotykam się z tym negatywnym postrzeganiem ludzi wywodzących się z państwowych gospodarstw rolnych. Ma to miejsce także na wsi, gdy dochodzi do spotkań mieszkańców gminy o różnych doświadczeniach zawodowych. Bywa, że ktoś wywodzący się z rodziny rolników indywidualnych, nawet, jeśli obecnie nie uprawia ziemi, „wyskoczy” z jakimś epitetem. Na szczęście dzieje się tak coraz rzadziej.
Kiedy myślę o tamtych czasach, dostrzegam wyraźną antynomię pomiędzy urzędowym – propagandowym ukłonem oficjalnych czynników wobec pracowników PGR-ów, a ich rzeczywistym losem. Były te gospodarstwa z jednej strony trochę hołubione, ale z drugiej nie zauważano, że stanowią one tę gorszą i hermetyczną zbiorowość, która najboleśniej odczuła konsekwencje tak zwanej „transformacji”.  Działający w trybach tej nieźle funkcjonującej machiny, która zaspokajała ich różne potrzeby od mieszkań zaczynając poprzez stołówki, deputatu i na pakiecie socjalno kulturalnym kończąc – okazali się zupełnie nieprzygotowani do życia i pracy w nowej rzeczywistości. Zresztą wiele grup społecznych lepiej przygotowanych zawodowo również nie mogło się w niej odnaleźć. Te 17 lat uważam za dobrą i twardą szkołę życia, równie ważną jak wszystkie wcześniej i później ukończone szkoły.

- Adam Tański, który był Prezesem Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, gdyby usłyszał, co mówisz - pewnie by się oburzył. Uważał on, że agencja, która już nie istnieje, robiła bardzo wiele dla tego środowiska. Pomagała mu odnaleźć się nowych rolach, w nowej rzeczywistości. W waszej gminie, tylko w pięciu zakładach, których symbolem był ten unikatowy pomnik ziemniaka, pracowało kilkaset osób. Musieliście więc zmierzyć się z problemem pomocy i adaptacji tych ludzi do nowych warunków. Na terenie całego byłego województwa koszalińskiego to był wielki problem. Mówi się nawet o dalszym „dziedziczeniu” nie tylko biedy, ale i statusu „pegeerowca” – tego kogoś  „gorszego”, słabiej przygotowanego i zawodowo i życiowo, wręcz wykluczonego.
- Sytuacja tej grupy ma swoją dynamikę. Najtrudniej było wtedy, kiedy Stacja Hodowli Roślin padła, na samym początku lat dziewięćdziesiątych, a więc prawie dwadzieścia lat temu. Dziś  jest już inaczej. Jeżeli ktoś tu w gminie jest popegeerowskim nieudacznikiem – to chyba wyłącznie na własne życzenie. Od samego początku tym, którzy pozostali bez pracy w ośrodkach popegerowskich agencja, którą kierował Adam Tański, przychodziła z pomocą. Współpracowała także z samorządami, które brały na siebie część odpowiedzialności za losy tych ludzi. Skoro się brało odpowiedzialność za majątek po tych gospodarstwach, trzeba było również zająć się ludźmi. W tamtym czasie przydawały się moje wcześniejsze doświadczenia zawodowe. Znałem to środowisko i osobiście znałem wiele osób. Kiedy gmina przejmowała elementy transportu i wyposażenia technicznego, w naszych jednostkach znalazło pracę kilkadziesiąt osób, które ten sprzęt i urządzenia obsługiwały.
Dziś jednak nie powiedziałbym, że te obszary popegeerowskie to jakiś przeklęty zakątek zamieszkały przez osoby nieprzygotowane do życia. Do życia weszło nowe pokolenie, ale część tamtej biedy  bywa niekiedy dziedziczona. Są to jednak szczególne i nieliczne przypadki – jak już mówiłem – na własne życzenie, mające nierzadko znamiona patologii społecznej.

- Jak się kieruje taką gmina, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie ze stutysięcznym miastem? Jakie relacje powstają między tymi dwoma tak różnymi organizmami? Niedawne działania władz Koszalina, których celem było pozyskanie nowych obszarów niezbędnych do rozwoju miasta ukazały ich konfliktogenne tło. W każdym razie szło jak po grudzie. Prezydent Rzeszowa z różnym skutkiem od lat pertraktuje z okolicznymi gminami o tę przestrzeń, bez której miasto się „dusi”. Do gmin podmiejskich docierają emisariusze różnych firm i sieci handlowych, by ulokować swoje obiekty na warunkach być może korzystniejszych niż te miejskie, a to nie zawsze jest w smak włodarzom miast. Przykładem takiej gminy, na którą łakomym okiem zerka Słupsk, jest „uprzemysłowiona” i „uhandlowiona” gmina  Kobylnica, z jej prężnym i pomysłowym wójtem Leszkiem Kulińskim na czele. Zatem ta koegzystencja bywa różna. Jak to wygląda z perspektywy Biesiekierza?
- Dla nas ten układ jest raczej korzystny. Mniejszy zawsze korzysta z tego, że jest obok większego. Ta relacja, o której mówimy, ma dwa aspekty. Szczególnie ważny jest ten, który nazwę wewnętrznym. Najwyraźniej ujawnia się on w miejscowościach leżących dosłownie przy granicy miasta. Tam mieszkają ludzie „miejsko-wiejscy” – gdyby odwołać się do pochodzącego z „innej bajki” historycznego określenia – „ chłoporobotnicy”. W Starych i Nowych Bielicach oraz innych miejscowościach jest ich dwa i pół tysiąca, a więc ponad połowa mieszkańców gminy, których jest pięć tysięcy. To oni w znacznym stopniu decydują o jej specyfice. Ich problemy i potrzeby zaczynają górować nad tym wszystkim, czym żyje tradycyjna część gminy – nazwijmy ją wiejską i trochę jeszcze popegeerowską. Zderzanie się tych różnych oczekiwań i potrzeb rodzi niekiedy konflikty nawet w samej radzie. Najczęściej idzie o niewłaściwe, zdaniem adwersarzy, ulokowanie tej czy innej inwestycji lub usprawnienia. Gdybym miał się trochę pobawić w socjologa, to powiedziałbym, że najbardziej niepokojące jest to, że ci nasi „nowi” mieszkańcy zdecydowanie słabiej identyfikują się ze społecznością całej gminy i z nią samą. Ich interesy życiowe, aspiracje i plany na przyszłość ulokowane są w mieście. Do miejskich szkół wożą swoje dzieci, tam zaspokajają swoje potrzeby kulturalne. Gmina jest ich sypialnią i czasem atrakcyjnym miejscem towarzyskich spotkań. Do jej władz przychodzą tylko wtedy, kiedy pojawia się jakiś poważny problem komunalny lub konflikt interesów.
Jeżeli zaś chodzi o ewentualne tarcia z Koszalinem, porównywalne z tymi wcześniej przywołanymi, to ja ich nie widzę w najbliższej przyszłości. Uważam, że żadna z tych przylegających do Koszalina jednostek osadniczych miastu nie jest potrzebna. Dostrzegam obopólne korzyści wynikające z tego, że dysponujemy leżącymi blisko miasta terenami  do dalszego rozwoju rożnych dziedzin życia. Ono również ma swoje obszary rozwoju. Wystarczy więc współpracować i koordynować rozwój tych obszarów z korzyścią dla obu stron.

- Skoro są owe tereny i możliwości dalszego rozwoju gminy, to w jakim kierunku będzie ten proces podążać? Z jednej strony mamy tę bardziej zurbanizowaną część gminy z dwoma i pół tysiącami mieszkańców, a z drugiej tę tradycyjną, wiejsko-usługową. Ta druga połowa musi również pracować i zarabiać, mając prawo do realizowania swoich nowych aspiracji. Jednak struktura dochodów budżetu gminy wyraźnie wskazuje, że 70 % pochodzi z tej części podmiejskiej… Jak to się odbije na przyszłości gminy?
- Należy wyraźnie powiedzieć, że dzięki tym wpływom z części podmiejskiej należymy do grupy gmin mających dochody w przeliczeniu na jednego mieszkańca przewyższające średnią krajową. To jest bardzo optymistyczna tendencja, która zapowiada nowe możliwości rozwojowe gminy. Dzięki takiej sytuacji władze gminy będą mogły w przyszłości jeszcze lepiej godzić i harmonizować interesy tych obu części naszej społeczności – tej tradycyjnej i tej podmiejskiej. Nastąpi bardziej zrównoważony rozwój infrastruktury gminnej. Powstaną nowe tereny pod zabudowę indywidualną, ale także zyska te 50 % „rolnej” części gminy, ponieważ będzie rosnąć zapotrzebowanie na jej działalność usługową, także z powodu powstawania elektrowni wiatrowych.
Oczywiście, o wszystkim decydują pieniądze, ale także pomysłowość i zaradność – umiejętność właściwego ich wykorzystania. Uchwalony budżet po stronie dochodów to jest niecałe 16 milionów na około 20 milionów w roku ubiegłym,  ale nie tylko te liczby ukazują kierunki i możliwości zmian. Jesteśmy na 14 miejscu w kraju wśród gmin wiejskich, jeżeli chodzi rozwój infrastruktury. Z funduszy unijnych otrzymaliśmy ponad 5000 złotych na każdego mieszkańca i te środki  dobrze  wykorzystaliśmy.

- Skoro rozmawiamy o wpływach do budżetu, nie omieszkam zapytać, ile wpływa z radarów czyli z powodu naruszania przepisów ruchu drogowego, do których dochodzi zapewne na drodze  numer 6, którą nazwałeś „drogą życia”?
- Z jakich radarów?

- Z przydrożnych. Z takich, których egzemplarz stoi w centrum Biesiekierza…
- Z radarów nie mamy żadnych wpływów. Uważam, że nie jesteśmy od karania za wykroczenia.. Ten tak zwany „łapacz” nie należy do nas. Straż gminna ma zupełnie inne zadania. Jest od utrzymywania porządku w gminie Od łapania niesfornych kierowców jest policja.

- Przyznaję, że jestem  trochę zaskoczony. Znam bowiem gminy, w których piąta część budżetu pochodzi z owych radarów. Jako użytkownik CB – radia, setki razy słyszałem jak kierowcy, którzy oczywiście są niezadowoleni z owego „wysypu” tych urządzeń, wyrażali swoje opinie o władzach gmin, które, ich zdaniem, miast tworzyć nowe miejsca pracy i aktywizować gospodarczo lokalne środowisko wolą dostawiać kolejne „łapacze”… Przejdźmy zatem do najbliższych wyzwań, jakie zrodzi zbliżająca się kampania wyborcza. Kandydaci na wójtów będą musieli zdać sprawę z tego, co zrobili w mijającej kadencji, a ci, którzy zechcą kandydować ponownie, zaprezentować swój program wyborczy, a więc wizję kolejnych lat w życiu gminy. Ale przecież nie tylko z tego powodu ludzie mają prawo pytać władzę o to, co się da zauważyć w Biesiekierzu i wokół niego za kilka lat…
- Rozliczanie się władzy pochodzącej z wyboru jest jej świętym obowiązkiem. I tak będzie również w tym roku wyborczym. Jednym z najważniejszych zadań mijającej kadencji było to, by w każdej wsi był kolektor ściekowy oraz dobra woda pitna i to wszystko będzie. To było moje sztandarowe zadanie. Najważniejszą kwestią, nie tylko gminy Biesiekierz, są drogi – drogi i jeszcze raz drogi. I dlatego w ciągu najbliższych czterech lat – jestem o tym przekonany – będziemy mogli w gminie Biesiekierz powiedzieć, że ten temat będzie prawie całkowicie załatwiony.
Obok rozwoju infrastruktury technicznej będziemy nadal rozwijać obszary związane z zaspokajaniem potrzeb kulturalnych mieszkańców gminy tak, aby w każdej wsi  funkcjonował dom kultury z pełnym wyposażeniem  i odpowiednio przygotowanym etatowym  pracownikiem, który będzie nie tylko organizatorem, ale także animatorem życia kulturalnego, umiejącym odpowiadać na coraz liczniejsze inicjatywy mieszkańców. Nie zapomnimy także o rozwoju fizycznym, zwłaszcza młodych mieszkańców gminy, budując kolejne obiekty i boiska sportowe z odpowiednim wyposażeniem. Będziemy oczywiście kontynuowali te wszystkie imprezy, które na stałe wpisały się w gminny kalendarz życia kulturalnego. Bardzo często jadący w kierunku Szczecina zatrzymują się i oglądają to, co się dzieje na naszym stadionie, który obok pełnienia funkcji sportowych służy innym przejawom życia społecznego, takim jak festyny czy dożynki. Obok tradycyjnych już prezentacji  kultury romskiej, będziemy również pokazywali dorobek kulturalny środowisk ukraińskich, a także zacieśnimy współpracę z gminą Limanowa, by przybliżyć regionowi nadmorskiemu oryginalny folklor góralski. Mamy jeszcze wiele do zrobienia z naszymi partnerami z niemieckiej nadmorskiej gminy Barth, z którą mamy podpisane  porozumienie. Jak dotąd współpraca i wymiana dokonuje się na obszarach oświaty i bezpieczeństwa, ale już pora, by po szkołach i  strażakach nawiązały ją inne  dziedziny życia i organizacje.
Ponieważ zbliża się koniec naszej rozmowy, kusi mnie, by powiedzieć coś pozornie banalnego, ale w istocie ważnego, bo potwierdzonego moim życiowym doświadczeniem. Otóż we wszystkim potrzebne jest szczęście – ten przysłowiowy łut szczęścia. I tego życzę wszystkim. Istnieją wszystkie przesłanki, by oczekiwania mieszkańców gminy były spełniane. Życzę więc i im i sobie, by tak się działo, w atmosferze wzajemnego zaufania i życzliwej współpracy – także troski o wspólne dobro. Identyfikacja z małą ojczyzną i jej społecznością, twórcze inicjatywy i dobre pomysły, a także wola rozwiązywania wielkich i małych problemów, to czynniki cenniejsze nawet od pieniędzy. Są one fundamentem czynów i zdarzeń, które są źródłem lokalnej dumy i wspólnej historii, a te czyny i ta chlubna historia nadają sens życiu jednostek i całych społeczności.

- To zakończenie naszej rozmowy każe mi się domyślać, że nie marzysz o emeryturze i zechcesz wykorzystać swoje dwudziestoletnie doświadczenie w kierowaniu gminą …

- To prawda, mam 63 lata, ale czuję się młodo i na szczęście dopisuje mi zdrowie. Nie ukrywam więc, że będę kandydować na kolejną szóstą kadencję. Robię to nie tylko po to, by wygrać, ale przede wszystkim, by zaspokoić potrzeby i oczekiwania wyborców. Stawiam do dyspozycji swoją osobę, zdobyte doświadczenie i umiejętności, a także znajomość problematyki samorządowej i sposobów rozwiązywania problemów. Do bagażu własnych zalet zaliczam również umiejętność budowania porozumień i bywania we właściwym miejscu i czasie tam, gdzie zapadają ważne dla gminy i jej mieszkańców decyzje. Na dodatek ta praca daje mi ogromną satysfakcje, a nawet radość. Mogę bez przesady powiedzieć, że w tej niełatwej przecież pracy zawodowo spełniam się najpełniej. Dodam, że jest to zasługa zdecydowanej większości moich współpracowników. Do dziś 50 procent spośród nich to ci, z którymi zaczynałem swoją pierwszą kadencję. Nikogo wtedy nie zwalniałem. I dziś wiem, że to była najlepsza z moich decyzji. Mam dobrze przygotowaną zawodowo, rozumiejącą się i szanującą ludzi drużynę. To jeszcze jeden argument, by stanąć w szranki wyborcze.

- Dziękuje za rozmowę i życzę zwycięstwa.

z wójtem gminy Biesiekierz  Marianem Hermanowiczem
rozmawia Ryszard Ulicki

Wasze opinie + Dodaj Komentarz
» Gość: QCjVJdQgeOMk, 2013-01-13 00:59:51

nasz kanał TV

E-Urząd

Ogłoszenia

Ogłoszenia

Forum dyskusyjne Pomorza Zachodniego

 

Pomorzezachodnie.pl
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Ustaw jako startową



Nasz serwis odwiedziło
15505158
Gości

Kanał RSS Pomoc RSS
 
Copyright by` WTF Alfa Sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia