::. Pomorze Zachodnie .:: Dzisiaj jest
AUTO-ŚWIST
Strona Główna | Samorządy  :: Gminy  :: Miasta  :: Powiaty | Informacja Publiczna  :: Biuletyny BIP  :: Instytucje i Urzędy Państwowe  :: E-urzędy  :: Lokalne centra certyfikacji  :: Przetargi  :: Związki  :: Stowarzyszenia  :: Kościoły i Związki wyznaniowe  :: Uczelnie | Biznes  :: Gospodarka Morska  :: Rolnictwo  :: Transport  :: Komunikacja  :: Usługi  :: Motoryzacja | Kultura i Rozrywka  :: Książnice i Biblioteki  :: Muzea i Wystawy  :: Teatry  :: Kina | Nasz Region  :: Ludzie Regionu  :: Reportaże  :: Publicystyka  :: Wywiad z...  :: Wydarzenia  :: Sport  :: Media | Ogłoszenia | Turystyka i Wypoczynek | O nas | Hity Serwisu  :: Gorący temat |

Nowe Pomorze Zachodnie już za...

Zapraszamy również na pomorzezachodnie.tv-polska.eu

dni
godzin
minut
sekund
::. Szukaj w serwisie:   Po wyników
..:: Biznes ::..
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Ważne telefony
ZWiK Szczecin




..:: Instytucje ::..
Urząd Wojewódzki w Szczecinie
Urząd Miejski w Szczecinie
Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie
Urząd Miasta Świnoujścia

« Wstecz

„Wtajemniczenia” Michała Komara
PoniedziałEk 12 Grudzień 2011

„Wtajemniczenia” Michała Komara

Ryszard Ulicki

 Michał Komar, doktor nauk humanistycznych, profesor w Collegium Civitas, autor wielu książek, krytyk, felietonista, scenarzysta filmowy i telewizyjny, aktualnie wiceprezes Stowarzyszenia ZAiKS,na obwolucie swojej, wydanej w2009 roku książki spogląda na czytelnika w sposób zaczepnie – łobuzerski. -No i co – pyta oczyma, jak się czujecie po lekturze mojego „Wtajemniczenia?

Wiele lat temu przy dobrej wódeczce rozmawiałem z nieodżałowanym moim przyjacielem Piotrem Kuncewiczem o rozterkach krytyka – literaturoznawcy, a był on nie tylko w obu tych rolach mistrzem nad mistrzami. Dostaję – powiedział - około 1000 książek rocznie! Ile ja mogę z tego przeczytać, a przecież tam mogą być rzeczy niezwykłe. Przejście obok dobrej książki, a zwłaszcza znakomitej jest stratą niepowetowaną.
Z naszej rozmowy powstał wywiad w „Miesięczniku” wracam do niej, gdy patrzę na moje własne półki pełne książek, które mam jeszcze kiedyś przeczytać i na te nadsyłane do redakcji i na te leżące w witrynach coraz mniej licznych księgarń, zamienianych na przedstawicielstwa banków i operatorów telefonii komórkowej.
Miałem szczęście nie przejść obok dzieła Michała Komara wydanego przez „Świat Książki” w serii „nowa proza polska”. Nie przesadzę, jeżeli powiem, że „Wtajemniczenia” są kamieniem milowym w moim czytelniczym doświadczeniu. To jest jedna z tych książek, którą się czyta ze szczenięcą pasją, jak kiedyś z latarką pod poduszką po domowej ciszy nocnej, której nastroje, kolory i muzykę słów pamięta się na zawsze i która rodzi tyle asocjacji, że doznaje się zwrotu głowy.

Umiejętność czytania, która wybije się na czytelniczą namiętność jest jak miłość. Jest darem niebios i jest również przekleństwem. Człowiek oczytany i zaczytany skazuje siebie na życie zmultiplikowane. Nie zawsze jest ono źródłem eudajmonii. Jest ono bardzo często źródłem cierpień, traumatycznych doświadczeń i myślowej gonitwy po świecie, który uroiliśmy zatopieni w oceanie cudzych doświadczeń fikcji, a czasem fiksacji. Ratunkiem może być literatura faktu lub dzieło naukowe, choć i ono potrafi odrzeć nam z własnych poglądów i wyobrażeń o świecie.

„Wtajemniczenia” Michała Komara są książką niezwykłą. Jestem prawie pewien , że jest ona rodzajem erupcji nagromadzonych w nim intelektualnych namiętności, i tęsknot oraz poczucia powinności inteligenta (coraz bardziej zanikający gatunek) wobec – jakby to nie brzmiało patetycznie – ludzkości, nauki i kultury – wobec życia wyrastającego ponad kosodrzewinę szarej rzeczywistości, nie tylko krajowej. Jestem również pewny, że autor przez lata ładował „akumulatory” i gdy poczuł należyty stopień napięcia, zachował się jak ów skoczek, który przymierza się niemożebnie długo, by nagle skoczyć wzwyż i przelecieć nad postawioną sobie poprzeczką.

Mówił mi przy wódeczce Kuncewicz, że z książką jest jak z zupą. Zjadasz pierwszą, drugą i trzecią łyżkę i albo odstawiasz talerz, albo dalej pałaszujesz. Znam to uczucie, Przyznaję, że bywa zwodnicze, bo są „zupy”, do których trzeba dorosnąć. Bardzo długo nie lubiłem flaków. Ale usprawiedliwiam się dziś przed światem łatwym argumentem. Nie wszystkie flaki flakom od Flisa równe. Tam, gdzie nie znają majeranku, gałki muszkatołowej i gotują je na wodzie, zagęszczając mąka=ą i brukwią, tam nie wysiedzimy nad talerzem.

Michał Komar napisał książkę pod każdym względem perfekcyjną. Jest to dzieło najwyższego lotu i literacko i naukowo. Nie pamiętam, by ktoś przed nim potrafił tak mistrzowsko połączyć ciepło intymnego przyzwolenia na wejście w życie bohaterów książki z postawą encyklopedysty. Zaproszeni na salon wyrafinowanej gry intelektualnej, potykamy się wdzięcznie albo o własną wiedzę - już zapomnianą, albo tę jeszcze niepoznaną. Ale przecież Komar nas nie potępia ani za amnezję, ani za brak wiedzy. Z profesorską cierpliwością spolegliwego opiekuna szarych komórek czytelnika, zachęca – idź dalej – szukaj, dowiedz się czegoś nowego – przecież rozmowa, dialog mądrych i niepokornych ludzi, a nawet ich spór jest katedrą wielkiego nieinstytucjonalnego uniwersytetu, którego rektorem jest mądrość pokoleń.

Uniformizacja w dziedzinie produkcji przypraw sprawiła, że coraz więcej potraw różni się tylko nazwą. Dotyczy to w szczególności zup. Arcymistrzem odkrywania niezwykłych właściwości tego podstawowego i najbardziej pożywnego dania był znakomity aktor Rysio Pietruski. Kilka razy w życiu miałem zaszczyt mieć razem z nim kaca. Rysio zamawiał wszystkie zupy, jakie były wyszczególnione w karcie dań, co wzbudzało zaniepokojenie kelnerów, po czym próbował po jednej łyżce i w pewnym momencie znajdował to, co mu akurat tego dnia smakowało. Natychmiast ożywał i odzyskiwał apetyt na życie.

Mam zwyczaj czytania kilku książek na raz. Mam je porozkładane w różnych – czasem bardzo dziwnych, ale dyskretnych miejscach – i uprawiam ten czytelniczy płodozmian, bo w różnorodności jest smak życia. Książkę Michała Komara przeczytałem za jednym zasiadem, bo nie tylko jest dziełem smacznym, ale jest opowieścią o smakach życia, których szukamy często na próżno w tak zwanej rzeczywistości. To doświadczenie obala prostacki koncept wieszczący śmierć książki drukowanej. Ona jest i będzie azylem współcześnie rozumianego humanizmu. Książka – jeden z filarów kultury wysokiej – jest i będzie schronieniem naszego człowieczeństwa, jego lustrem i nadzieją. Książka Michała Komara jest bez wątpienia markowym fragmentem tej budowli.

Każdy, kto pisał, pisze lub będzie pisał, szuka swojego „kamienia filozoficznego”. Nie ma pisania bez czytania – mówił mi Kuncewicz. W książkach innych pisarzy szukamy czasem, nie bez zazdrości, jakiegoś „wytrycha” do tajemnicy wielkości ich dzieł. Mnie długo pasjonował początek i koniec książki. Nie wystarczy dobrze zacząć i dobrze skończyć mówił Piotr.
Książka to gmach, a gmach nie może się składać z samego dachu i fundamentu. Książka musi być światem kompletnym, czyli nawet szpetnym, ale wiarygodnym. Jeżeli światem nie będzie, stanie się jego ułomnym satelitą z widoczną zaledwie jedną stroną lub lichym jej fragmentem.

„Wtajemniczenia” są światem, który nas zaprasza i akceptuje, choć nie zawsze dopuszcza do komitywy. Rządzi się prawem salonu, ale powiedzmy szczerze – salonu demokratycznego, tolerancyjnego i ludziom życzliwego. Michał Komar z elegancką dyskrecją mędrca mówi nam, że bez extraklasy nie może istnieć trzecia i czwarta liga,ale raczej ocala resztki tego salonu niż wieści jego odrestaurowanie. Autor nie przyznaje się do swojego smutku, ale pani E. i jej majordomus nie mają szans w obliczu zdziczenia współczesnego świata. Gdzieś mi we łbie kołacze jakaś nuta mickiewiczowsko – norwidowska.

Ileż to godzin przegadałem z mistrzami i adeptami pisarstwa, z moimi nauczycielami i uczniami, by zdefiniować podstawowe choćby parametry dobrej literatury. Okazało się jednak, że „dobre” jest to, co się ludziom podoba, zwłaszcza w naszej smutnej epoce obumierania profesjonalnej krytyki literackiej. „Dobre” jest to, co jest „dobre” jeszcze przed napisaniem i z góry skazane na sukces. „Dobre” jest to, co zostanie rozreklamowane na pół roku przed ukazaniem się na półkach księgarń. „Dobre” jest motylem rynku księgarskiego. Musi być śliczne, bądź szokująco szkaradne i wulgarne i żyć krótko, by zrobić miejsce kolejnej „gradacji” motyli książkopodobnych.

Autor „Wtajemniczenia” jest mistrzem asocjacji i teleportacji intelektualnej. Wodzi nas po zakamarkach różnych gatunków wiedzy tajemnej, filozofii, socjologii, etyki, nie mówiąc o sztuce uwodzenia intelektualnego i kulinarnego. Zmusza do karkołomnych ćwiczeń umysłowych, wikłając na przykład w analizę fenomenu przemian społecznych i ich - czasem gorzkich, a czasem zabawnych wręcz konsekwencji w postaci relacji między zdegradowanym ziemiaństwem, a aspirującymi jego wasalami. Każda postać namalowana jest inną kreską, ale nie po to, by je ze sobą skontrastować lub ustawić w jakiejś hierarchii, lecz po to, by pokazać niepowtarzalność i niezwykłość każdego człowieka. Jest to przejaw nowocześnie pojętego antropocentryzmu, którego klęska będzie przyczyną wszystkich plag czekających ludzkość. Pisarz mówi, że pozycja społeczna nie gwarantuje „lekkości bytu”, ale może go uwznioślić. Uwznioślanie ludzkiego bytu jest bodaj najważniejszą powinnością ludzi kultury, nauki i sztuki.

Pisarz, poeta, naukowiec, malarz… każdy twórca, musi być wizjonerem. Niektórzy, ci najlepsi, miewają dar jasnowidzenia. Kogo śmieszą historyczne i współczesne Pytie niech poczyta tych, którzy przed wiekami rysowali latające maszyny, łodzie podwodne, metale lżejsze od powietrza. Tych, którzy zrazu nieśmiało wysyłali nas na Srebrny Glob, a potem już śmielej coraz dalej. Tych wszystkich, którzy „wykrakali” nasz świat z jego wszystkimi brzydotami i dobrodziejstwami. Twórca musi nie tylko kreować, ale mieć poczucie odpowiedzialności za swoją kreację. Jego dzieło może działać tak jak psychotropy lub narkotyki. Ono też zmienia naszą świadomość. Raz na chwilę, a raz na całe życie. Tak mniej więcej mówiliśmy z Piotrem tuż przed zamknięciem lokalu.

Tych, którzy nie uwierzą w moje zapewnienie, że Michał Komar ma zdolność literackiego jasnowidzenia i wieszczenia odsyłam na stronę 145. Nie jestem zawodowym krytykiem literackim, więc czuje się zwolniony od pełnej zawijasów myślowych egzegezy zmieszczonego tam tekstu. Napisany prawie 4 lata temu okazuje się jakże proroczy. Niech go przeczytają zwolennicy przywrócenia kary śmierci i jej przeciwnicy, do których czasem z trudem się zaliczam, zwłaszcza w przypadku pedofilii, dzieciobójstwa i zbrodni okrutnych.

Są książki, wobec których recenzja jest nietaktem. Są to książki mądre i piękne. Jest z nimi tak jak z mądrymi i pięknymi kobietami. Opowiadasz komuś, opowiadasz, żyły sobie wypruwasz, by wiernie opisać owo zjawisko. Zachwalasz, podnosisz pod niebiosa, a twój rozmówca, czyli interlokutor kiwa głową, ale nie może uwierzyć. I wtedy mówisz: to idź i sam zobacz! W przypadku „Wtajemniczeń” mówię – idźcie, kupcie, a potem przeczytajcie i smakujcie!!!

Wasze opinie + Dodaj Komentarz
» Gość: NmNlZcd9F2, 2013-09-07 05:44:06
» Gość: qXjqFJPbwINlRm, 2013-01-12 10:01:46
» Gość: IpHPRgGLdwbaInYMg, 2012-04-30 00:25:41

nasz kanał TV

E-Urząd

Ogłoszenia

Ogłoszenia

Forum dyskusyjne Pomorza Zachodniego

 

Pomorzezachodnie.pl
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Ustaw jako startową



Nasz serwis odwiedziło
15505136
Gości

Kanał RSS Pomoc RSS
 
Copyright by` WTF Alfa Sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia