::. Pomorze Zachodnie .:: Dzisiaj jest
AUTO-ŚWIST
Strona Główna | Samorządy  :: Gminy  :: Miasta  :: Powiaty | Informacja Publiczna  :: Biuletyny BIP  :: Instytucje i Urzędy Państwowe  :: E-urzędy  :: Lokalne centra certyfikacji  :: Przetargi  :: Związki  :: Stowarzyszenia  :: Kościoły i Związki wyznaniowe  :: Uczelnie | Biznes  :: Gospodarka Morska  :: Rolnictwo  :: Transport  :: Komunikacja  :: Usługi  :: Motoryzacja | Kultura i Rozrywka  :: Książnice i Biblioteki  :: Muzea i Wystawy  :: Teatry  :: Kina | Nasz Region  :: Ludzie Regionu  :: Reportaże  :: Publicystyka  :: Wywiad z...  :: Wydarzenia  :: Sport  :: Media | Ogłoszenia | Turystyka i Wypoczynek | O nas | Hity Serwisu  :: Gorący temat |

Nowe Pomorze Zachodnie już za...

Zapraszamy również na pomorzezachodnie.tv-polska.eu

dni
godzin
minut
sekund
::. Szukaj w serwisie:   Po wyników
..:: Biznes ::..
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie
Ważne telefony
ZWiK Szczecin




..:: Instytucje ::..
Urząd Wojewódzki w Szczecinie
Urząd Miejski w Szczecinie
Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie
Urząd Miasta Świnoujścia

« Wstecz

Tradycja „złotoustych” niech trwa
PoniedziałEk 16 Kwiecień 2007

Małgorzata Kołowska

Już od pięćdziesięciu dwóch lat w marcu odbywają się kolejne etapy eliminacyjne Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego. Szczęśliwie nikt nie wpadł na pomysł, aby wrzucić tę z wszech miar zasłużoną imprezę do lamusa jako „komuszą” spuściznę, choć pono są miasta, w których „odnowiciele” domagali się zmiany nazwy ulicy Komuny Paryskiej – bo Komuna. Tak więc kolejne już pokolenie młodych ludzi staje na „Okaerowskiej” estradzie”, by zmagać się z żywym słowem i z własną tremą.

Wydawać by się mogło, że w ciągu owych minionych z górą pięćdziesięciu lat zmieniło się wszystko: upadła PRL, a jej następczyni - trzecia RP przeszła w czwartą. Podstawową formą komunikowania się ludzi stały się sms-y i internetowe „chaty”, które upowszechniają posługiwanie się skrótami, aby nie tracić czasu, którym bardziej niż kiedykolwiek stał się tożsamy z pieniądzem. Wokół nas trwa rewolucja technologiczna i wolnorynkowa walka. Wydawać by się też mogło, że młodzież, której złe zachowanie jest tematem dyżurnym od wieków (ponoć już w papirusach egipskich zapisano prognozę, że do szpiku kości zepsuta młodzież prowadzi właśnie świat ku zagładzie) dziś bardziej niż kiedykolwiek zajęta jest rozpasaną konsumpcją spod znaku sex, drugs & rock’n’roll.

Oto po kilka latach nieobecności znów zdarzyło mi się zasiąść w jury koszalińskich miejskich eliminacji OKR. Na kameralnej scence Domku Kata swoje umiejętności recytatorskie i w dziedzinie zwanej „poezją śpiewaną” zaprezentowało blisko trzydzieścioro młodych ludzi. Powiem od razu - było to jedno z piękniejszych, niedzielnych przedpołudni tego przedwiośnia, choć za oknem deszcz i zawierucha…

Trzynaście pięknych i zdolnych dziewcząt (niezmiennie na konkursach recytatorskich dominują dziewczyn) i sześciu chłopaków (śmiało rzec można o nich: sześciu wspaniałych) konkurowało ze sobą w turnieju recytatorskim. Choć nie – było jednak „siedmiu wspaniałych”, a tym siódmym był startujący w kategorii dorosłych bezkonkurencyjny (nie dlatego wcale, że jedyny) Czesław Kaszubiak. Jakże on powiedział fragment „Tryptyku rzymskiego”, w których Jan Paweł II mówi o ofierze Abrahama i Izaaka na wzgórzu w krainie Moria!

W turnieju poezji śpiewanej zmierzyło się ze sobą trzech panów i cztery panie, przy czym niektórzy startowali w obu konkurencjach, dowodząc wszechstronności swych scenicznych talentów. Porzucając zmurszałe zasady „czarnej” pedagogiki (nie chwalić, żeby nie zepsuć!) przynajmniej dwoje spośród laureatów wymieńmy z imienia i nazwiska, swoją obecność w obu konkurencjach zaznaczyli bowiem w sposób szczególnie wyrazisty i nie pozostawiający wątpliwości co do czystości talentów. To Joanna Ginda i Michał Kosela – oboje ze Studia Poezji i Piosenki, które w koszalińskim Miejskim Ośrodku Kultury założyło aktorskie małżeństwo Halina i Krzysztof Ziembiński, a które, po przedwczesnej śmierci Haliny, pod kuratelą Krzysztofa prowadzi inne artystyczne małżeństwo, czyli Ewa Czapik-Kowalewska i Rafał Kowalewski. Gwoli ścisłości dodajmy, że Ewa jest artystyczną wychowanicą Ziembińskich i ich pierwszego Studia.

Eliminacje OKR potwierdziły, że najlepsze tradycje Studia są kontynuowane, jego bowiem reprezentanci nie po raz pierwszy zdominowali konkurs. Wśród uczestników – a także laureatów w dziedzinie poezji śpiewanej - nie zabrakło jednak podopiecznej Młodzieżowego Domu Kultury (to Katarzyna Ostrysz nagrodzona za wyśpiewane do muzyki Aleksandry Dzięcielskiej wiersze: Norwida „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie” i Haliny Poświatowskiej „Jestem Julią”) i Klubu Garnizonowego (Małgorzata Stankiewicz nagrodzona za wiersz Staffa „Kochać i tracić” z muzyką Teresy Haremzy i Osieckiej-Satanowskiego „Piosenkę pięknej nieznajomej”).

Rozległość obszarów literackich penetracji młodzieży jest równie krzepiąca, co świadomość zasad scenicznego mówienia i głębia zrozumienia tekstów, od romantyków po współczesność. A nawet od średniowiecza licząc, trudno bowiem było nie zwrócić uwagi na przejmującą interpretację „Lamentu świętokrzyskiego”, jednego z piękniejszych lacrimoniów w literaturze nie tylko staropolskiej, ale po współczesność. Młodzież mówiła więc Słowackim Mickiewiczem i Norwidem, Staffem, Tuwimem i Leśmianem (szczególnie popularnym podczas tej edycji OKR), Różewiczem i Herbertem. Rafał Kowalewski jako kompozytor i Michał Kosela jako wykonawca znaleźli nawet znakomitą formę muzyczną dla niełatwego przecież tekstu wciąż awangardowego Mirona Białoszewskiego.

Wyjątkową dyscyplinę sceniczną prezentowała tegoroczna recytująca i śpiewająca młodzież: powściągliwa, zawsze elegancka (i, oczywiście, egzystencjalna) - czerń okazała się wszechobowiązująca tak wśród recytatorek, jak i recytatorów. A jakże do (młodej) twarzy jest im w tej czerni! Nie było żadnego „zadeptywania tekstów”, prawie żadnych hiperpoprawnych „ę” czy –om, (prawie) żadnych tautologii. Pewną nową i kontrowersyjną przez swą powszechność manierą wydaje się natomiast zaczynanie każdego tekstu „od ściany” – od ustawienia się tyłem do widowni, w głębi sceny i powrót na to „stanowisko” po każdym utworze. Zachęcam do szukania innych sposobów na przechodzenie z różnych rzeczywistości scenicznych.

Od wielu lat obserwując turnieje recytatorskie za każdym razem dziwię się niezwykłej metamorfozie, jaka dokonuje się (bez względu na wiek recytatora) wraz z wejściem na scenę. Dzięki skupieniu i powściągliwości, jakie towarzyszyły tegorocznym prezentacjom wrażenie to było jeszcze bardziej wyraziste: oto każda z tych dziewczyn i każdy z chłopaków stając na wprost widowni, stawali się bardziej dojrzali, świadomi siebie, piękniejsi, bardziej interesujący. Każde z tych młodych ludzi miało do powiedzenia coś istotnego i z dobrym skutkiem nawiązywali oni dialog z publicznością, czy to wzruszając czy bawiąc - bo turniej najwyraźniej opuściła koturnowa powaga.

Warto jeszcze jedną rzecz zauważyć. Aż w dwóch przypadkach mamy do czynienia z sytuacją potwierdzającą prawdziwość przysłowia o skorupce, co to „czym za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”.

Kilka (a może już kilkanaście lat temu) zjawiskową postacią koszalińskich konkursów recytatorskich i turniejów poezji śpiewanej była Aleksandra Dzięcielska. Przyznam, że do dziś ze wzruszeniem wspominam jej interpretację „Bema pamięci żałobnego rapsodu” i śpiewane przy własnym akompaniamencie gitarowym wiersze, wśród których był i ten, wspomniany wyżej wiersz Poświatowskiej „Jestem Julią”. Ozdobą wieczorów ówczesnego Bractwa Artystycznego „Strych” była właśnie Ola Dzięcielska – wtedy jeszcze Ola Kostka, której Cohenowskie „Alleluja” często wieńczyło spotkania na „Strychu”. Dziś z sukcesem „Jestem Julią” śpiewa jej nastoletnia podopieczna – może następczyni. W tym samym mniej więcej czasie, co Aleksandra Dzięcielska – aktorka Bałtyckiego Teatru Dramatycznego, recytatorskie szlify pod okiem Ziembińskich zdobywała Ewa Czapik, wyłamująca się z kanonów recytatorskiej poprawności, szukająca ujścia dla scenicznego temperamentu, który jest właściwością aktorów zwanych„charakterystycznymi”. Dziś wiemy, że dzięki Ewie i jej mężowi nie będzie końca Studia…

Przy okazji wspomnijmy jeszcze i Sylwię Bąkowską – wychowanicę najpierw „Strychu”, a potem Studia Ziembińskich – która od lat współtworzy sukcesy Małego Studia Poezji i Piosenki. Dodajmy, że ostatnio podopieczna tej właśnie, dziecięco-młodzieżowej formacji została laureatką „małego” konkursu, jaki w tym roku towarzyszył Przeglądowi Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

Dzięki szczęśliwie nieprzerwanemu łańcuchowi wspaniałych ludzi, poczynając od świętej już pamięci Henryki Rodkiewicz, Stefana Świętaka, Janiny Łagodzicz, którzy umieli wychować swych następców, w Koszalinie dojrzewa kolejne pokolenie „złotoustych” - jak przed laty Julian Przyboś nazwał recytatorów związanych z Teatrem Propozycji „Dialog”. Istotnym ogniwem tego łańcucha byli Halina i Krzysztof Ziembińscy, są Ewa Kowalewska-Czapik z mężem, Ola Dzięcielska, Ewa Turowska, Sylwia Bąkowska… To dzięki nim trwa bodaj najpiękniejsza koszalińska tradycja, która w tych dziwnych (ciekawych?) czasach ma szczególną wartość. Warto o tym pamiętać.

Wasze opinie + Dodaj Komentarz
» Gość: IcDZuTjvJRfBp, 2012-12-16 10:28:13

nasz kanał TV

E-Urząd

Ogłoszenia

Ogłoszenia

Forum dyskusyjne Pomorza Zachodniego

 

Pomorzezachodnie.pl
Dodaj do ulubionych
Poleć znajomemu
Ustaw jako startową



Nasz serwis odwiedziło
15462713
Gości

Kanał RSS Pomoc RSS
 
Copyright by` WTF Alfa Sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia